poniedziałek, 3 lipca 2017

Rozdział 12

Cichy szelest wyrywa mnie z zamyśleń. Może dobiegał z piętra albo cholera wie, ona jest gdzieś w domu i muszę ją znaleźć. Stawiam delikatne kroki i odwiedzam kolejne pokoje mam nadzieję, że siedzi gdzieś na dupie, a nie popierdala po całym domu i się chichra. Po dobrych kilkunastu minutach wracam do punktu wyjścia i gdy zmęczony chcę już walnąć się na łóżko coś pcha mnie na nie. Trudno nie idzie domyślić się, że to Re bo nikogo innego w domu nie ma, ale i tak oglądam się za siebie żeby upewnić się co do mojej teorii.

-Jesteś chorą psychopatką.-Mówię resztką sił.
-Dlaczego? Ja tam bawiłam się świetnie szczególnie ,wtedy gdy zacząłeś się wkurwiać coraz bardziej.-Chichocze i kładzie się obok mnie. Wiedziałem, że się na mnie gapi głupi pizdokleszcz, jak mogłem jej nie widzieć.
-Ehh, wracając o co chodziło z tą grą?
-Miałeś się zmęczyć.
-Serio!
-Nie no nudziło mi się-Ja jebie jeszcze lepiej. Nic nie mówię, zamykam oczy próbując odpocząć. W jednej chwili moje powieki stają się ciężkie poczułem to narastające we mnie zmęczenie, a po paru chwilach przeniosło mnie do krainy Morfeusza.
Gdy się budzę odczuwam ból wszystkich mięśniach. Chyba ostatnio męczy mnie nawet chodzenie. A ni mi się śni wstawać! Rozglądam się po pokoju jednak dostrzegam, że jestem sam.
-Re?-Pytam z moją typową chrypka, a po chwili odchrząkuję żeby się jej pozbyć.
Cisza.
-Znowu porypana zabawa w chowanego? Chyba chcesz mnie dzisiaj wyjątkowo wnerwić Re.-Mówię po czym jeszcze przez chwile nasłuchuję w nadziei, że mi odpowie jednak nadaremno. Fatyguję się i ślamazarnie ruszam swój tyłek z kanapy. Kieruję się po schodach na piętro i szukam swojej niedawno pozostawionej tu kurtki. Kucam na podłogę i gorączkowo próbuję odnaleźć w niej moją już otwartą paczkę czerwonych marlboro. Na marne. Kurwa! Nie zastanawiając się, gdzie mogła zniknąć idę do sypialni i z szafki obok łóżka wyciągam nową jeszcze zafoliowaną. Pozbywam się zbędnych zabezpieczeń, a gdy w końcu docieram do celu łapie za papierosa i wkładam go miedzy swoje wargi. Zapalniczką leżąca nieopodal odpalam swojego peta. Zaciągam się pierwszą partią dymu i wychodzę na balkon. Opieram się przedramionami o barierkę i podziwiam widoki. Naprzeciw, dół, góra, srający ptak, lewo, kurwa! Odskakuję, a serce na sekundę zabiło mi szybciej. Renee stoi po drugiej stronie balkonu i choć nieźle się przestraszyłem dostrzegając ją dopiero teraz ona wygląda na niewzruszoną. Chyba w ogóle mnie nie zauważyła. Gdy przyglądam się uważniej stoi ona w takiej samej pozycji jak ja przed chwilą. Ustami podtrzymuje swojego papierosa, a w jej prawej dłoni leży jak mniemam moja zaginiona paczka marlboro. Nie mogę oderwać od niej wzroku więc przyglądam się dalej jej kolejnym ruchom. Niedopałek ląduje pomiędzy dwa jej palce wcześniej wzięła głębszego bucha po czym zaciągnęła się i wydmuchała resztę dymu, który pozostał. Gdy raz za razem oplatała swoimi soczystymi wargami filtr niedopałka wyglądało to coraz seksowniej.
-Em...Re?-Wołam ją cicho jednak nie zwraca na mnie uwagi. Decyduje wtedy, że do niej podejdę. Mój papieros dawno zgasł przez to, że nie zwracałem na niego uwagi więc wylądował za barierką. Biorę głębszy wdech i obejmuję dziewczynę w tali, wtedy jej wzrok przenosi się na moją osobę. Ostatni raz zaciąga się niedopałkiem po czym wywala go i łapie ze mną kontakt wzrokowy. Między nami dalej panuje niezręczna cisza, a Renee chyba nie ma zamiaru w najbliższych chwilach się odezwać.
-Halo, co jest?
-A nie wiem tak jakoś wzięło mnie na myślenie.- Jej mina zrobiła się jeszcze bardziej neutralna niż wcześniej.
-Może pójdziemy do środka? Zapowiada się na deszcz.-Proponuję, a dziewczyna tylko skinęła głową. Dalej obejmując ją w tali weszliśmy razem do domu. Pokierowałem Re w stronę łóżka i wygodnie się na nim ułożyliśmy. Już zaczynałem ją tulić, kiedy zadała mi pytanie.
-To pożądanie czy coś do mnie czujesz?-Co? O co jej chodzi.
-Co masz na myśli?-Pytam i z niecierpliwieniem czekam na odpowiedz.
-No bo to wszystko wygląda tak nierealnie. Ty 20 lat ja 15 a siedzimy sobie i to, co robimy cały czas te rzeczy są tak chore i pojebane. Nie wiem już, co ja mam sobie myśleć czuję, że coś jest na rzeczy bo to po tobie widzę, ale tak trudno cię rozgryźć Harry Styles'ie.-Aż zaniemówiłem nie byłem gotowy na takie słowa, nigdy chyba nie byłbym na takie coś gotowy. Myślę, że pora ogarnąć swój tyłek i zrobić pewnie najgłupszą rzecz w życiu. Posłucham tego, co tam mi w środku rzekomo dobre wybory podejmuje.
-Przyznam, że przygniotłaś mnie do muru tymi słowami i pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Nie chodzi mi o określenie się co do drugiej osoby, ale o to, że ja naprawdę ...że namieszałaś mi w głowie i szczerze jest tam niezły rozpiździel. Może to nie jest najromantyczniejsze co mogłabyś usłyszeć, ale jest to moimi słowami i  na serio.-Biorę trochę powietrza do płuc i wydychając je kończę.-Oczywiście jeśli chodzi o pożądanie to muszę się powstrzymywać przed wsadzeniem ci za każdym razem, kiedy cię widzę. A fakt, że tylko ja byłem tam niżej sprawia, że to wszystko jest jeszcze bardziej seksowne.-Przygryzam wargę próbując tym zakryć swój uśmieszek, który formuje się na mojej twarzy. Re z jednej strony jest poważna, a z drugiej widać że ma ochotę uśmiechać się do bólu.
-Harry?
-Tak?-Dopytuję.
-Ostatniej nocy miałeś koszmar długo nie spałeś, gdy ci się udało zacząłeś się miotać, krzyczeć, a ja cały czas cie tuliłam nie wiedziałam co się dzieje.-Gdy to mówi wygląda jakby zaraz miała się popłakać, dostała ciarek i zadrżała jej warga. Wygląda teraz jak 7 nieszczęść i była właśnie pierwszym świadkiem moich koszmarów.
-W nocy śnią mi się same złe rzeczy, zawsze.-Wzdycham i obejmuje mocniej rudowłosą na myśl tego co dzieje się, gdy zamknę oczy.
-Co  to jest Harry?-Jej ciekawość jest naprawdę nie do zniesienia. Jednak biorąc pod uwagę sytuację powiem jej.
-Zazwyczaj są to wspomnienia. Wszystkie złe i upokarzające momenty w moim życiu. Czasem też śni mi się ból sprawiany bliskiej mi osobie. Jestem wtedy jakby obserwatorem a co najgorsze nic nie mogę zrobić stoję bezradnie i cierpię. Wczoraj we śnie widziałem ciebie. Byłaś na imprezie, ktoś dolał ci coś do drinka. Potem grupa kolesi cię zabrała i gdzieś wywiozła robili z tobą takie obrzydliwe rzeczy, a ja miałam wrażenie, że walę w szybę gdzie po drugiej jej stronie mnie po prostu nie ma. Nie uratowałem cię Re, zawsze tak to się kończy, a tak bardzo cierpiałaś.-Moje oczy pociemniały, a emocje zrobiły mętlik w głowie. Pierwszy raz się komuś z tego zwierzyłem.
-Nie sądziłam, że może chodzić o coś takiego.-Dziewczyna odwzajemniła mój uścisk.-Ale wiesz Harry jestem przy tobie nie wiem czy to coś da, ale postaram się, żeby już nigdy nie śnił ci się żaden koszmar.-Mimowolnie uśmiechnąłem się na te słowa chociaż do cholery to chyba nie możliwe, ale chcę w to wierzyć.
-Skarbie, a ty czemu sprzedałaś swoje dziewictwo?-W sumie nie obchodziło mnie to jakoś, ale skoro kawa na ławę to po prosu kawa na ławę. Renee zaczęła dłonią pocierać swoje lewe ramie i szybko odwróciła wzrok.
-To po prostu głupie no może tylko po części.-Nerwowo się zaśmiała.-A wiec wiesz jak to w szkole, każdy każdego zna, wszyscy się bzykali i pozostałam taka ja chodząca ameba. Od początku nie uważałam, że dziewictwo to jest coś świętego i wyjątkowego bo pierwszy raz w naprawdę dużej ilości wypadków nie kończy się związkiem, a potem długo i szczęśliwie. Ja chciałam po prostu zobaczyć jak to jest odczuć to na własnej skórze. Może też i trochę poznać kogoś nowego, kto okazałby się naprawdę ciekawą osobą, a żeby nie wyjść na dziwkę za darmo i w sumie coś z tego mieć to zorganizowałam licytacje, żeby potem opłacić sobie studia. Jednak twoja kwota tak zwaliła mnie z nóg, że do tej pory nie wiem na co przeznaczyć tyle pieniędzy.-Chichocze patrząc mi w oczy.
Kiedy opowiadała o dziewictwie wytężałem słuch jeszcze bardziej zaciekawiony, ponieważ uważam dosłownie tak samo. Potem przyznam słuchałem Rudowłosą, tylko co drugie słowo, dlatego że tylko jedno zdanie chodziło mi po głowie.
- W tym wypadku Re czuję, że ja byłem twoim pierwszym, a ty będziesz moją ostatnią.

Szablon by S1K